Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens życia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2015

Red Road

"Red Road"
Duńsko-brytyjski.
2006.
Niebywały.
To się nazywa przekraczanie granic.
Chyba wszystkich.

Opis krótki:
"Osiedle Red Road. Kilkadziesiąt kamer śledzących namiętności, tragedie i codzienne zmagania mieszkańców i dziewczyna Jackie, która po drugiej stronie się temu przygląda".

Intrygujące, bo w takim filmie może nie zdarzyć się nic. Będzie patrzeć i nic.
Z drugiej strony tak opisany film może zapowiadać nieskończoną ilość scenariuszy.
Od komedii, przez obyczajowy, triller po s-f.

Co się dostaje?
Najpierw zaskoczenie spokojem - na początku niby nic, a już jest coś trochę obiecująco.
Potem zaskoczenie niepokojem, jaki się wkrada.
Potem zaskoczenie tym, co robi bohaterka.
A potem zakoczenie tym, że się ją rozumie.

Zastanawiam się, czy to osobowość "borderline" czy to zachowanie borderline, które mogłoby zostać wywołane u każdej osoby w podobej sytuacji.


(dostępny na Kinoplex-ie, w ramach pakietu darmowego)

piątek, 14 listopada 2014

Odwiedziny na Księżycu - Miejsce z Listy (dzień 14)

(zobacz poprzednie dwa posty)

To nie ja odwiedzam Księżyc, to mnie odwiedzają na Księżycu.

Czternasty dzień w Miejscu z Listy, a jutro mija połowa mojego czasu tutaj. Przysługują mi więc odwiedziny. Dziś nie pracuję. Medytuję nad tym, co za mną, w tym Miejscu z Listy i nad tym co przede mną, w tym Miejscu. Taka jedna „niedziela” w miesiącu. Czuję się świątecznie: wraz z Najmilszym przybywa nowa kawa, nowa czekolada i możemy wypić wino do obiadu, Najmilszy symbolicznie, ale tu dziś symbole są okropnie ważne. Dwie godziny: Najmilszy składa mi dary, a ja odwdzięczam się mu słoikami z buraczkami robionymi na trzy różne sposoby, słoikami ze smażonymi i duszonymi warzywami, „chrupiącymi sosami” z ogórka, co by to nie było. Jest też miód malinowy, tutejszy hit i rarytas wymiatany szybko z koszyków, jak tylko się pojawią. Żeby była jasność: ręki nie przyłożyłam do wykonania tych smakowitości. Autorem ich jest… no dobrze, to się okaże 30 listopada.

Ciepło i smacznie, liśćmi i ogniem, pachnie zza okna. Gawędzimy sobie o filozofii prawa, co dla Najmilszego (który nie jest prawnikiem) musi być pewnego rodzaju nowością i wyzwaniem. Stopniowo przechodzimy do filozofii życia i tu mamy sobie po równo sporo do powiedzenia.

Wkrótce widzę światła odjeżdżającego samochodu, wyłamuję z tabliczki kostkę czekolady i siadam dokończyć dumanie nad tyłem i przodem czasu, w którym akuratnie tkwię.

Jutro minie połowa czasu.

No to żarty się skończyły.

Czy ktoś wie, gdzie ja jestem?


p.s. Nie, nie osadzono mnie na miesiąc w więzieniu. To ślepa uliczka:)

wtorek, 1 lipca 2014

Granica zapomnienia

W "Małej księdze wielkich pytań" Gregory'ego Stocka przeczytałam następujące pytanie:

"Gdybyś mógł spędzić rok w doskonałym szczęściu, lecz później niczego z tego nie pamiętać - czy tego chciałbyś?"
 
Kiedy je przeczytałam, przypomniał mi się dowcip:
 
U kiepskiego pisarza pojawił się diabeł: - Mam propozycję. Będziesz pisał 5 bestselerów rocznie przez najbliższe 5 lat. Każdy z nich sprzeda się w milionowych nakładach. Ale wzamian za to umrą wszyscy członkowie twojej rodziny. Rozważ to. Pisarz zaczął rozmyślać: "5 bestsererów rocznie... umrą wszyscy z rodziny... Zaraz, 5 rocznie przez 5 lat... a rodzina cała wymrze... Nie rozumiem gdzie tu haczyk??"

Podobnie jest z tym pytaniem Stock'a: logicznym było by wziąć ten rok szczęścia i jeszcze ukłonić się pięknie. Nie ma żadnych poszkodowanych, żadnych warunków... Prócz zapomnienia. No właśnie. Jednak się waham.
A Ty? 
Człowiek ma straszliwą potrzebę pamiętania, co wiąże się z dokliwą potrzebą trwania. Co to za szczęście, jeśli nie będzie można go wspominać, opowiadać o nim i czerpać z niego przyjemności nawet wtedy, gdy się skończy? Nie liczy się każdy z 365 dni szczęścia, jeśli nie będzie się o nim PÓŹNIEJ pamiętać.
 
Podobnie człowiek nie móglby się cieszyć szczęściem, gdyby wiedział, że dokładnie po roku cudowności - umrze.
 
Mimo, że jesteśmy towarem nietrwałym, o mocno krotkim terminie przydatności, mamy wbudowaną potrzebę zapamiętania - w swoich dziełach, przez multiplikowanie swojego DNA, przez oddawanie swoich organów na cele naukowe. Znajdujemy uspokajające metody utrwalenia się i protezy zapisania się w świecie. W najgorszym razie człowiek chociaż na jakiejś ścianie nabazgrze: "tu byłem".
 
Ta przypadłość jest przykra szczegolnie wtedy, gdy się dowiesz, że zostało Ci dwa miesiące zycia. Albo rok - wszystko jedno w zasadzie.
 
Jak nie dać się pochłonąć przez obietnicę rychłej śmierci i żyć wyjątkowo szczęśliwie?
 
I na przejście tej granicy jest metoda.

Trzeba umierać wielokrotnie. Żeganć się tak często, jak to możliwe. W szczegolności ze sobą.
 
Powiedzmy, że wyznaczono mi trzy miesiące życia, za pośrednictwem wymownego zdania, że powinnam w tym czasie skupić się na "załatwieniu swoich spraw".

Wpisuję datę w kalendarzu. Wyznaczam sobie te trzy miesiące. Datę swojej śmierci. A jak nie umrę? To nic. Zrobię sobie małą uroczystość "pogrzebowo-pożegnalną" i wyznaczę kolejne trzy miesiące. Jeśli nie będę umierać, będę kolekcjonować te "śmierci".
 
Aż do dnia, kiedy kolekcja będzie kompletna, a ja umrę. Przecież to się kiedyś w końcu zdarzy.

...najbliższa data nie przypada wcale za trzy miesiące. Nie podam jej.

Czy chciałabym przeżyć rok wielkiego szczęścia, nawet, jeśli potem bym o tym nie pamiętała? Tak. Uczyniłabym ten rok okresem badań i poszukiwania metody zapamiętania go, bez pamięci. To jest silniejsze od człowieka...
 











środa, 7 maja 2014

Granat i Kartofel

"Czy w swoim czasie i na swoim miejscu każda rzecz nie odgrywa swojej roli?
Kto udowodni, że owoc granatu piękniejszy jest od kartofla?"

                                                              Jean Millet

wg: Marta Rzepińska "Siedem wieków malarstwa europejskiego" Zakład Narodowy imienia Ossolińskich 1979

Przeczytałam gdzieś, że Jean Kirkman (autorka: "Ledwo potrafię zająć się sobą") na deklarację, że nie chce mieć dzieci, usłyszała: "A byłabyś taką świetną matką!".
 
Odpowiedziala: "Jest wiele rzeczy, w których mogłabym się sprawdzić, jak jazda figurowa na lodzie, mycie okien na wysokościach, bycie kardiochirurgiem. Może byłabym też znakomitym pilotem kamikaze – tyle tylko, że nie chcę nauczyć się latać i nie poświęcę swojego życia dla Japonii".

Tu nieważne, czego dotyczył wybór. Ważne, że trafnie zilustrowała fakt, iż kwestia oceny wyboru nie jest jednoznaczna. Wybór nie zawsze dokonywany jest w kategoriach: "dobry/zły wybór, lepszy/gorszy wybór". Bywa dokonywany jako wybór między różnymi, równoważnymi pod względem wartości, alternatywami.
 
Dokonanie wyboru innego, niż reszta społeczeństwa czy przedstawicieli danego środowiska, niemal zawsze oznacza przekraczanie granic. To oznacza, że stawiając stopę poza granicą, trzeba się przygotować na konfrontację: ludzie domagają się uzasadnienia, dlaczego dokonałeś innego wyboru niż większość. Spodziewają się usłyszeć argumenty, z ktorymi będą mogli polemizować. Koniecznie chcą ustalić hierarchię wyborów i chętnie udowodnić, że Twój jest gorszy, mniej uzasadniony. Bardzo trudno jest im zrozumieć, jeśli powiesz:

"Wybrałem inaczej, bo mogłem".


Załóżmy na chwilę, że któryś wybór musi być lepszy niż inne.
Teraz: wybierz kawę lub herbatę.
Teraz: udowodnij, że Twój wybór jest najlepszy.